Serdecznie dziękujemy wszystkim uczestnikom pierwszego na Węgrzech dyktanda z języka polskiego. Znalazło się ponad 50 odważnych osób, które podjęły to niełatwe wyzwanie, wśród nich 10 Węgrów i jeden Czech.
Mistrzem Języka Polskiego została Maria Békey, a tytuł Przyjaciela Języka Polskiego dla najlepszego Węgra otrzymał Gábor Deák. Poza tym wśród najlepszych znaleźli się: Genowefa Hanke Peprnik, Tatiana Szypulska, Ula Schaffler, Judit Kálmán i Áron Tési.
Najlepsi otrzymali nagrody ufundowane przez Stołeczny Samorząd Polski w Budapeszcie, Samorząd Narodowości Polskiej II dz. Budapesztu i Stowarzyszenie Polonia Nova, dla wszystkich natomiast była przeznaczona wspaniała nagroda w postaci wykładu prof. Jerzego Bralczyka.
Tekst dyktanda, z którym zmierzyli się uczestnicy znajdą Państwo poniżej:
Pół dżdżem, pół suszą będąc, w półśnie pogrążony, właśnie miał w okamgnieniu w mróz się przepoczwarzyć, kiedy mój współlokator, z tych niewydarzonych, chrząknął niby przypadkiem tuż-tuż przy mej twarzy. Chcąc nie chcąc i rad nierad, nie jestem bezuchy, widzę, skonfundowany, choć się oczy plączą, pejzaż spod Igołomi popstrzony przez muchy i konterfekt Nietzschego odzianego w poncho. Tak złorzeczył zazwyczaj, bo zawżdy przegrywał, choć koleżków miał przecie niegłupich skądinąd: ryży skrzypek, co hurtem crescenda mógł grywać, ornitolog amator, majster-klepka pilot. Muzyk chow-chow hodował, płowożółte zwierzę, ponaddwuipółletnie, superrozczochrańca, które na równi w uczuć burzy czcił prawie że z rondem capriccioso a-moll u Saint-Saensa. Drugi z druhów, zrzędliwy dość ekspingpongista, chyży, hardy, o cerze sczerniałej z latami, świetnie tańczył break dance, paso doble, twista, a w marzeniach przeżywał rendez-vous z ptakami. Lotnik bujał w przestworzach, w jakim bądź naprędce skleconym wehikule, tak na łapu-capu. Napowietrzne swe harce dedykował Helce, pół-Rosjance z abchaską prababką spod Baku.
Fotoreportaż ze spotkania: